Dzien wylotu

wrzesień 27, 2006

To juz ostatni dzien tutaj. Za kilka godzin wylatujemy do Polski. Po powrocie umieszcze zdjecie z ostatniego tygodnia i jakies podsumowanie.

Ostatnie dni byly chyba najlepszymi od naszego przyjazdu. Nasza wesola ekipa nie tylko odwiedzila wiele ciekawych miejsc, ale tez wykazala sie kreatywnoscia w rozmaitych zabawach. Zajawka w filmiku nakreconym w rezerwacie zolwi na Praia do Forte.

We wtorek odwiedzilismy lagune i kolejne plaze na Pitubie. Patryk, Piekny i Ja pojechalismy na Praia do Forte, aby zaprzyjaznic sie z zolwiami, podczas gdy Edyta zniknela na caly weekend na Santa Amaro (150 km od Salvadoru sama…). Korzystajac z jej nieobecnosci poimprezowalismy z naszymi sasiadami z dzielnicy. Wczoraj Edyta, Piekny i ja bylismy na zorganizowanej wycieczce promem po wyspach Baia de Todos Santos. Dokladniej postaram sie wszystko opisac razem z fotkami.

wrzesień 26, 2006

imagem-005.jpgimagem-011.jpgimagem-014.jpgimagem-019.jpgimagem-020.jpgimagem-042.jpgimagem-061.jpgimagem-072.jpgimagem-098.jpgimagem-109.jpgimagem-083.jpgimagem-082.jpgimagem-076.jpg

Weekend inny

wrzesień 18, 2006

Tu byl wpis o naszym ostatnim weekendzie, ale system przy publikacji skasowal tresc. Nie mam sily znowu tego wszystkiego pisac. W skrocie: plany nie wypalily bo po przegrzaniu na barce bylem chory. Sprawdzilismy z Patrykie wszystkie plaze w okolicy i pilismy piwo przy stoliku obslugiwanym przez zniewiscialego do bolu goscia – gadal, machal rekami i skakal jak dziewczynka. Edyta 2,5 h nas szukala, bo Tamarindo zapomnial, ze ma dla niej klucze. Wieczorem Piekny i Edyta byli na Forro, a my rozpracowalismy proporcje Caipirinhi. Moj bilans kulinarny powiekszyl sie o kraby. W barze Big Muqueka na przeciwko naszego domku 6 sztuk przygotowuja za niecale 15 reali. 

Wielki polow!

wrzesień 15, 2006

Dzis z samego rana bylismy umowieni z naszym sasiadem-rybakiem. Zgodzil sie wziac nad ze soba na polow. Spodziewalismy sie krotkiego relaksu gdzies przy naszej zatoczce. Wyszla z tego grubsza wyprawa, bo oto sasiad okazal sie zawodowcem polujacym na rozmaite zyjatka morskie z dwoma kolegami plywajacymi malym kutrem rybackim.

rybacy.jpg

Wyplynelismy przed 8 rano, co dla mnie i Patryka oznacza tutaj jeszcze gleboka noc… Juz na przystani ekipa zartowala z naszego ziomka, ze bierze na polow zgraje Gringos. A my w czystych ciuszkach, z czapeczkami, plecaczkiem z prowiantem i zupelnie niepotrzebnymi klapkami niezdarnie wladowalismy sie na poklad.

Z powoca silnika w niedlugim czasie znalezlismy sie w samym srodku zatoki. Dookola rozposcierala sie panorama calego Salvadoru z jednej strony i przeciwleglych wysepek z drugiej (m.in. odwiedzona juz przez na Itaparica). Rybacy poluja tu na ryby nurkujac z rurka dostarczajaca tlen, normalnie w stroju, w rece dzierzac karabin z harpunem. Bardzo szybko na pokladzie znalazly sie pierwsze zdobycze – krab i langusta. Wszystkie zyjatka skrzetnie fotografowalismy.

mix.jpg
rybak trzyma mix dwoch osmiornic i kraba
Czas plynal blogo, slonce zaczelo dokazywac, wiec zacheceni przez rybakow skoczylismy do wody. Czysciutka! Widac bylo nurka 3m pod woda. Zaloga rzucila nam kolo i w czasie gdy pod nami trwalo polowanie, my radosnie plywalismy sobie ciagnieci przez kuter. Swietna zabawa. Edyta przypomniala sobie wtedy, ze w koncu jestesmy na oceanie i spytala mnie: “A ogladales moze Szczeki?”.

Po pewnym czasie, juz na pokladzie zaobserwowalismy u zalogi pewne poruszenie. Jeden z nich wyciagnal z wody skrzywiony solidnie harpun. Powiedzial, ze jakas grubsza ryba. Po chwili za burta zobaczylismy roj babelkow i zaraz na poklad wszedl nurek, a cala zaloga wciagnela, jeszcze wijaca sie przebita nowym harpunem zielona morene. Ogromna, jak na nasze wyobrazenia. Koles chwycil mlotek i na naszych oczach zabawil sie w rzeznika. Walil rybe z 30 razy po glowie, a dopiero od 20 znikly w niej slady zycia… Edyta byla zachwycona, ze prawie dostala odlamkiem oka (a byl to plastykowy element z koncowki harpuna), robila zdjecia roztrzaskanego lba, krwi pod nia, ujecie z wyciakajacym mozgiem i wykrzywionej w drapieznym usmiechu polamanej szczeki.

morena.jpg
Wlasciwie to wiekszosc polowu lezelismy plackiem na pokladzie i obkrecalismy sie jak na ruszcie, bo slonce tego dnia smazylo niemilosiernie. Zjaralismy sie jak dziki, bo plywalismy w samo polodnie w najostrzejszym sloncu od paru dni. Filrty przestaly pomagac i juz pod koniec podrozy Patryk cierpial, ze parzy go na nogach czy na plecach.

Po powrocie Patryk i ja z marszu skierowalismy sie na plaze, zeby ochlodzic w zimnej wodzie spalone ciala. Potem jeszcze lody z acai w barze Acai VIP. Sasiad zaprosil nas na przygotowana z langusty muqueke. Dostalismy ogromny garnek wypelniony tym skorupiakiem w tutejszym sosie plus swieza rybka. Oczywiscie smakowalo pierwsza klasa!

langusta.jpgpatryk_langusty.jpg
gotowanie.jpgobiad.jpg

2 tygodnie

wrzesień 13, 2006

Jestesmy tu 3 tygodnie. Tak wychodzi z rachunku. Czas zlecial BARDZO szybko. Zostaly tylko 2 tygodnie. Malo, malo, malo… A moze cos wykombinowac, zeby zostac tu… Na zawsze ?… ;P

Dzisiaj wyjechali Ert, Magda i Piotrek z Lodzi. Polska ekipa to teraz tylko my i Piekny Tomasz (Mestre Fortuna hehehehe). W piatek wybrancy z Pedra Furada wyjezdzaja na serie przedstawien capoeira w Brasilii (stolicy).

Zbieramy powoli dupska z wiecznego chillout’u, w najblizszym czasie planujemy sobie duzo atrakcji. Wszystko bede opisywal…

Batizado Unicar 2006

wrzesień 12, 2006

Zdjecia z poprzedniego wpisy zostaly zrobione na otwarciu Encontro na ktore trafila tylko Edyta. Tego dnia trwala ulewa i tylko ona, niezmordowana, zdeterminowana dotarla na Pelourinho. Przy okazji dala wywiad w telewizji i wziela udzial w roda.

Od kilku dni wszystko kreci sie wokol Encontro. W piatek bylismy na Batizado Infantil (dzieci) w akademii Mestre Trairy. To wydarzenie sciaga ludzi z okolicy – rodzine, sasiadow i zainteresowanych. Pojawiaja sie tez rozni goscie np. zaprzyjaznieni mestres. My po przybyciu zostalismy oficjalnie przedstawieni. Poznalismy tych instruktorow i professorow Unicar ktorych do tej pory nie mielismy okazji. Polacy z cordao Azul mogli zagrac w roda troca cordao. Ja ze wzgledu na kontuzje odpuscilem. Na samym koncu odbyla sie bardzo widowiskowa roda folclorico. Bylo to bardzo udane wydarzenie, wiec zadowoleni wrocilismy tego dnia do domu. Szkoda, ze z pomoca kiepskiej komunikacji miejskiej zajelo nam to blisko dwie godziny…

Nastepnego dnia rano o 9 mial sie odbyc wyklad Mestres. M.Marinheiro mial opowiedziec o historii Unicar. M.Zambi i M.Traira o przyszlosci naszej grupy. Niestety znowu nie dopieto wszystkiego na ostatni guzik, bo nie trafilismy na miejsce. Zamieszanie wyniknelo z niejasnego opisu w broszurze z programem Encontro i z tego ze nawet sam Tamarindo nie wiedzial gdzie nas pokierowac.
O 14 tego samego dnia na Pedra Furada odbylo sie kolejne zgrupowanie. Zaczelo sie od krotkiego treningu z M.Zambi, ktory nastepnie zamienil sie w Roda wszystkich “sekcji”. Ze sciagaczem na kolanie troche jogo’walem, ale szczerze mowiac nie zrobilem sobie tym za dobrze. Roda byla swietna, zobaczylismy duzo pieknych akcji i szokujacej akrobatyki. Po raz pierwszy ogladalismy Prof.Michelle od M.Marinheira – mlodego capoeiriste genialnie grajacego stylem swojego mistrza. Jest szalony, nieprzewidywalny. Jego poruszanie to totalny oldschool, tyle ze podany w energicznej, mlodzienczej formie (wlaczajac w to niskie meia luy).
Na koniec roda nie obylo sie bez paru slow organizacyjnych od Mestre. Dowiedzielismy sie, ze my Polacy dostaniemy podobnie jak Professores czarne koszulki z eventu. Powod: Mestre powiedzial, ze w Polsce jest zimno i takie sie bardziej sprawdza :) Na koniec wszyscy dostali baloniki do nadmuchania. Odbyla sie scena wspolnego podbijania ich w atmosferze sielankowej muzyki wybranej przez Mestre. Mialo to symbolizowac wspolna prace nad trwaniem Unicaru. Chyba. Ale na koniec wszystkie rozwalilismy.

balony.jpgbarbicha-e-parafina.jpgformados.jpghans.jpg
zdjecie 1: baloniki
zdjecie 2: Parafina i Barbicha (z tylu Aluno Zebrao)
zdjecie 3: Perere, Cavalece, Limo
zdjecie 4: kolega z Niemiec, pieszczotliwie nazywany przez nas Hans

Niedziela byla ostatnim dniem Encontro. Na ten dzien zaplanowano Batizado w teatrze na Praca da Se. Niestety ze wzgledow organizacyjnych dotyczylo ono tylko uczniow Mestre Marinheiro. Batizado grupy M.Traira odbedzie sie za dwa tygodnie. Byle Gingando Sempre bedzie je mialo w pazdzierniku.
Zaczelo sie od dzieci. Patryk i ja moglismy pograc w tej czesci. Krotka roda byla tylko rozgrzewka do tego co mialo nastapic. Na batizado pojawilo sie sporo gosci: mestres, profesorow i estagiarios innych grup. Tak duzo, ze nie sposob wymienic. Niektorzy zwracali na siebie uwage, co zobaczycie na dolaczonym filmiku. Specjalnie potraktowany zostal Mestre Boa Gente z ktorym M.Zambi zagral Jogo Angola. My rowniez zostalismy przedstawieni wszystkim widzom, jako goscie encontro. Na pamiatke wreczono nam frotki (dziewczyny) i odznaczki (chlopcy) z flaga brazylii.

formatura.jpggente.jpgpatryk-batizado.jpgpolaczki.jpgboa-gente.jpg
zdjecie 1: mlodziez zdajaca na cordao Verde-Vermelho (formado <18 lat). niektorzy swietni
zdjecie 5: Patryk z Mestre Boa Gente

ekipa.jpg
Rode prowadzil prawie caly czas Tamarindo, wiec byla najwyzszej jakosci. Formadosi od nas z Pedra Furada staneli za mikrofonem tworzac niezapomniany chorek (Tiririca darl sie az milo). Oczywiscie ze zmieniajacymi cordao grali glownie goscie. Szczegolnie dobry byl Professor Beto – nie pierwszy raz goszczacy na imprezie Unicar. Na filmie gra z M.Zambi.

Po batizado cala polska ekipa zdecydowala wybrac sie na uczte do slynacej z szwedzkiego stolu restauracji Torao przy Pitubie. Za kilkanascie reali mozna tam jesc do woli, placi sie dodatkowo za drinki i desery. Polecam bardzo ta restauracje, bo wybor jest rozkoszny. Warto raz pojechac w takie miejsce, sprobowac niesamowitych smakolykow (wszystkie rodzaje mies na rozne sposoby, zapiekane banany, sushi, salatki, alkohole ze swiezymi owocami…) i najesc sie za wszystkie czasy. My spedzilismy tam ok. 3 godziny. Z przepelnionymi brzuchami, ledwo trzymajac sie na nogach znowu wracalismy nieprzyzwoicie dlugo do domu (tez blisko 3 godziny).

P.S. Pogoda sie poprawila.
P.S.2: Ert bardzo wszystkich pozdrawia ;)

Encontro Internacional

wrzesień 8, 2006

4° Encontro Internacional de Capoeira Regional

encontro

zaczelo sie wczoraj. Oto kilka fotek, ktorymi chcialbym przyblizyc Wam wizerunki osob z ktorymi trenujemy.

mestres

Mestres Unicaru: Zambi, Marinheiro, Traira 

pedra furada

Unicar Pedra Furada

limo

Formado N1 Limo

tiririca e africana

Formado N1 Tiririca i Formado N3 Africana

parafina

Formado N3 Parafina

traira

Mestre Traira z uczniem (Formado N3 …)

Slabsza Aura

wrzesień 8, 2006

woda2woda1 

Od kilku dni towarzyszy nam brzydka pogoda. Zachmurzenie i opady deszczu odciely nas od atrakcji rozmaitych plaz, jakie chcielismy odwiedzic w najblizszym czasie. W dodatku od poczatku tygodnia Patryk i ja mamy problemy z zatokami i gardlem. Patryk do tego stopnia, ze zostawal w domu w czasie treningow. Ja mniejsze, ale z kolei kolano powstrzymywalo mnie od cwiczenia. Moglem w tym czasie chwycic za aparat i zadbac o to by Edyta miala pare pamiatek z Senzali.

edyta4edyta3edyta2edyta1

W koncu w srode wybralem sie na aule (czyli lekcje) z Mestre Zambi. Pomimo, a moze wlasnie z powodu chlapy po calodziennych opadach rozgrzewka odbyla sie na ulicach osiedla Pedra Furada. Biegalismy po stromych uliczkach w ta i spowrotem przy wieczornym zgielku mieszkancow, ktorzy radosnie nam kibicowali. W koncu w Senzali po standardowej sekwencji rozciagnia Mestre dal znak i wszyscy rzucili sie w parach na ziemie do pojedynkow w zwarciu. Ja rowniez, ale w tym samym momencie odezwala sie moja kontuzja kolana. Potem jeszcze troche probowalem cwiczyc, ale gdy wszedlem do cwiczen na wylapani kolano odmowilo posluszenstwa i wyglada na to, ze jestem na dluzej wylaczony z treningow.

badboy

Muzeum Afro-Brasiliero

wrzesień 8, 2006

Podczas ostatniej wizyty na Pelourinho udalismy sie edukacyjne zwiedzanie dobytku kulturowego Salvadorskiego centrum. Na glownym placu znajduje sie Muzeum Afro-Brasiliero. Mielismy szczescie zwiedzac je z grupa wesolych brazylijskich uczniow. Glownie uczennic :)

Atrakcja wystawy sa wyroby rzemiosla artystycznego afrobrazylijczykow, oraz sztuki religijnej. Mozna rowniez obejrzec ekspozycje z wykopalisk itp.

Wystawie nie towarzyszyly zakazy fotografowania, co postanowilismy wykorzystac…

muzeum2muzeum1muzeum3

muzeum4muzeum6muzeum5

A tak serio, to tego dnia odwiedzilismy tez Funcacje Pierre Verger. Ten fotograf jest z cala pewnoscia najlepszym ilustratorem zycia i kultury Bahia. Probka jego dziel na stronie http://www.pierreverger.org/en/index.htm . W duzym formacie robia duze wrazenie. W sklepiku fundacji mozna sie zaopatrzyc w ciekawe i drogie albumy i gadzety takie jak koszulki, torebki i kubki, niestety dla siebie nic nie znalazlem, bo trafilismy na koncowki serii.

Praia

wrzesień 4, 2006

Weekend spedzilismy pod haslem ‘wypoczynek na plazy’. W sobote odwiedzilismy dzielnice Barra. To taka ‘lepszejsza’. Z wiezowcami, centrami handlowymi. Niby czystsza. Znajduje sie tutaj latarnia morska, ktora mozna zwiedzac. Atrakcja jest plaza nad oceanem, z ogromnymi falami, wiec jest tu duzo surfer’ow. Mozna sobie wyporzyczyc lezaczek od milych kolesi (fajna odmiana od wszedobylskich wciskaczy pierdolek). Poopalalismy sie, pokapalismy, jakies piwko. Ogolnie cycus glancus. Pod koniec pobytu warszawka zaciagnela nas na zwiedzanie centrum handlowego Barra. Taki powrot na chwile do europejskich standardow. Nie specjalne nam tego brakowalo.

barrabarra patrykwalczymybarra

W niedziele wyjechalismy na dlugo planowana wycieczke na wyspe Itaparice. Dluga podroz umilalismy sobie z Patrykiem zimnymi piwkami. Jedzie sie najpierw do centrum autobusem na Pelourinho, potem promem. Na wyspie wzielismy taksowke. Ert zna system, wiec dogadujemy sie na nizsze ceny. Plaza jest tak piekna ze oniemialem. Woda bardzo ciepla. Czulismy sie jak w raju.

itaparicaedycijogahop

Droge powrotna zrobilismy barka, podczas zachodu slonca. To bylo swietne uwienczenie tego niezwyklego dnia.

barka patrykbarka