Samba
wrzesień 1, 2006
Samba, samba… doslownie to jej za duzo na razie nie mielismy. No z wyjatkiem jednego wydarzenia ktorego zapomnialem opisac. Tamarindo wzial nas na koncert przy Pelourinho. Zespol nazywal sie Motumba. Nie jest znany, ale szybko zdobywa popularnosc. Impreza byla nieziemska.
Wokalista jest mulat o solidnej posturze. Ma dlugie murzynskie warkocze i niespozyte poklady energi. Podczas calego wystepu poruszal wszystkim. Od siebie poczawszy, przez muzykow na scenie, wszystkie instrumenty, po publicznosc wypelniajaca klub po brzegi. Takie imprezy sa tutaj bardzo popularne. Cos jak u nas clubbing. Tylko, ze syntetyczne bity zastepuje kilkunastoosobowa batucada.
Muzyka byla bardzo zywa, energetyczna, zagrzewajaca do tanca. Tlum ludzi w swoistym transie szalal nakrecana charyzma wokalisty, ktory wystep konczyl polnagi, zlany potem. Podobnie jak kazdy kto bawil sie w promieniu 30m od sceny. W jednym z ostatnich numerow koles zeskoczyl ze sceny i ruszyl w tlum z wianuszkiem ochroniarzy za soba. Ludzie zwariowali gdy jednoczesnie muzycy zagescili rytm. Edyta pociagnela mnie za reke i za chwile bylismy czescia zywego tunela samby poruszajacego sie gora i dolem, na zewnatrz i do srodka. Innym zabawnym elementem byla sentymentalna piosenka, ktora facet spiewal siedzac na glosniku w samych spodniach i wielkim rybackim kapeluszu.
Impreza bardzo podobala sie Edycie, Patrykowi i mi, chociaz Piotrek z Lodzi mowi, ze bywaly lepsze… :) Edyta poluje teraz na plyte Motumba, ale jest ciezko znalesc. Muzykom nie bardzo oplaca sie wydawac plyty do sklepow, z uwagi na dominacje rynku pirackiego.
Na temat samby chcialem jeszce napisac, ze towarzyszy nam ona na kazdym kroku, ale pod innymi postaciami. Jest rytmicznych silnych falach oceanu. Jest w piekacym sloncu gdy wracamy z porannego treningu. Jest w zywych uliczkach Pedra Furada, w ludziach ktorzy nas za kazdym razem pozdrawiaja. W usmiechnietych dzieciach, ktore przybijaja piatki, zachecaja do wspolnego kopania pilki, lub po prostu psoca sie i wyzywaja od Gringos :) Na przeciwko nas mieszka koles ktory ma nierowno pod kopulka i caly dzien drze sie na caly swiat, ale jego “EEEEEEEEAAAA!” nieprzypadkowo zgrane jest z rytmem muzyki glosno puszczanej na ulicy.