Praia

wrzesień 4, 2006

Weekend spedzilismy pod haslem ‘wypoczynek na plazy’. W sobote odwiedzilismy dzielnice Barra. To taka ‘lepszejsza’. Z wiezowcami, centrami handlowymi. Niby czystsza. Znajduje sie tutaj latarnia morska, ktora mozna zwiedzac. Atrakcja jest plaza nad oceanem, z ogromnymi falami, wiec jest tu duzo surfer’ow. Mozna sobie wyporzyczyc lezaczek od milych kolesi (fajna odmiana od wszedobylskich wciskaczy pierdolek). Poopalalismy sie, pokapalismy, jakies piwko. Ogolnie cycus glancus. Pod koniec pobytu warszawka zaciagnela nas na zwiedzanie centrum handlowego Barra. Taki powrot na chwile do europejskich standardow. Nie specjalne nam tego brakowalo.

barrabarra patrykwalczymybarra

W niedziele wyjechalismy na dlugo planowana wycieczke na wyspe Itaparice. Dluga podroz umilalismy sobie z Patrykiem zimnymi piwkami. Jedzie sie najpierw do centrum autobusem na Pelourinho, potem promem. Na wyspie wzielismy taksowke. Ert zna system, wiec dogadujemy sie na nizsze ceny. Plaza jest tak piekna ze oniemialem. Woda bardzo ciepla. Czulismy sie jak w raju.

itaparicaedycijogahop

Droge powrotna zrobilismy barka, podczas zachodu slonca. To bylo swietne uwienczenie tego niezwyklego dnia.

barka patrykbarka

Roda boa

wrzesień 4, 2006

O kolejnej piatkowej Roda mowilo sie od paru dni. Mial ja koordynowac Mestre Zambi. Tutaj oznacza to, ze tematem bedzie bardzo ostra gra. I tak tez bylo.

Poczatek to zawsze jogo benguela. Tutaj gra sie ja bosko. Wszyscy Polacy sa pod wrazeniem brazylijczykow, poniewaz u nas nikt tego nie potrafi. Musze zaznaczyc, ze pomimo, ze ruchy sa nisko, kontaktu jest malo, to gra jest szybka i efektowna. Gracze wykazuja sie duza kreatywnoscia w technice. Zadko ktore z ruchow znanych z Sao Bento Grande de Mestre Bimba wyglada tak samo w rytmie Benguela. Zazwyczaj urywane sa w polowie i transformowane w inna. Poniewaz decydujace znaczenie ma balans, zauwazyc mozna wiele nowych ciekawych technik wyprowadzanych z queda quatro, negativa i vengativa. Wazne! Gracze sa bardzo bardzo bliskim kontakcie. Benguele najwiecej pokazywali Barbicha, Tiririca i Parafina. 

Gdy juz zaczela sie Roda Sao Bento Grande. Odbyly sie pierwsze rozgrzewki w jogo. Weszly pierwsze ponteiry i escorao w Senzali pojawil sie Mestre Zambi i zaczela sie powazna zabawa. Podobnie jak na obozie w Mielnie, mestre dyryguje tym kto wchodzi do roda, np. wg. cordao. Jeden z segmentow byl pod haslem polacy kontra Estagiarios Nevel 2 i Professor Arroz. Byla ostra kopanina, ale wszyscy dali rade. Gralem z Arroz… Poza straszeniem meia lua i jakims escorao i proba zalozenia wysokiej tesoura, za duzo nie zdzialalem. Oczywiscie. Za to o malo nie przestawil mi szczenki martelo :) A moje ramie zdobi skromna malinka. Ktos wkleil mi cos na kolano i na pare dni jestem wylaczony z aktywnosci fizycznej, ale na szczescie mija.

Zageszcza sie rywalizacja miedzy nami i brazylijczykami. Ert na przyklad pokopal niezle takiego mlodego Formado (cordao >18). Patriki i Tiririca graja ze soba bardzo skupieni, troche asekuracyjnie i az nerwowo. Edyta kopie sie z laskami, bo jak kolesie wchodza to ja oszczedzaja. One jej nie oszczedzaja, ale musza bardzo uwazac na nasza Roze. Widowisko jest niezle

Podczas Roda w piatek swietowalismy urodziny Prof.Arroz. Poczatkowo po brazylijsku, ale pozniej… 

Fragment z roda dla dzieci. Ten klip swietnie obrazuje poprzedni wpis pt. Samba:

Bale folclorico da Bahia

wrzesień 1, 2006

Na wystep trafilismy troszke spoznieni, bo nie dosyc, ze szybko wchodza nam nawyki brazylijskiego rozluznienia i odkladania wszystkiego na pozniej, to w dodatku komunikacja miejska w Salwadorze jest dosc “nieprzewidywalna”.

Przedstawienie jest proba ubrania w kategorie sceniczne – przy pomocy tanca i muzyki, podzialu na sceny: z tematem, z rolami, kostiumami – elementow kultury afrobrazylijskiej. Mozna powiedziec, ze jest to candomble, maculele, puxada de rede i capoeira ubrana w jezyk zrozumialy dla bialych turystow. Tancerze maja zdolnosci zarowno baletowe, jak i folklorystyczne. Trenerem ich jest tez Mestre Zambi. Jemu zawdzieczamy zaproszenie na to widowiskowe show.

Nie chce zdradzac szczegolowo przebiegu przedstawienia. Mam nadzieje, ze bedziecie mogli sami je kiedys zobaczyc. Bardzo duza atrakcja jest choreografia tancerzy, ich zdolnosci ekrobatyczne, ekspresyjnosc i energicznosc. Dziewczynom spodobaja sie polnagie ciala tancerzy, facetom sliczne, ale delikatne tancerki. Muzyka na zywo przyprawia o gesia skorke. Na mnie zrobily wrazenie kolorowe stroje Orishas z poczatku przedstawienia. Klimat, klimat, klimat :)

Zdjec nie bedzie, nawet nie probowalismy wyciagac aparatu, bo na szczescie w nieszczesciu wyladowalismy w pierwszym rzedzie.

Samba

wrzesień 1, 2006

Samba, samba… doslownie to jej za duzo na razie nie mielismy. No z wyjatkiem jednego wydarzenia ktorego zapomnialem opisac. Tamarindo wzial nas na koncert przy Pelourinho. Zespol nazywal sie Motumba. Nie jest znany, ale szybko zdobywa popularnosc. Impreza byla nieziemska.

Wokalista jest mulat o solidnej posturze. Ma dlugie murzynskie warkocze i niespozyte poklady energi. Podczas calego wystepu poruszal wszystkim. Od siebie poczawszy, przez muzykow na scenie, wszystkie instrumenty, po publicznosc wypelniajaca klub po brzegi. Takie imprezy sa tutaj bardzo popularne. Cos jak u nas clubbing. Tylko, ze syntetyczne bity zastepuje kilkunastoosobowa batucada.

Muzyka byla bardzo zywa, energetyczna, zagrzewajaca do tanca. Tlum ludzi w swoistym transie szalal nakrecana charyzma wokalisty, ktory wystep konczyl polnagi, zlany potem. Podobnie jak kazdy kto bawil sie w promieniu 30m od sceny. W jednym z ostatnich numerow koles zeskoczyl ze sceny i ruszyl w tlum z wianuszkiem ochroniarzy za soba. Ludzie zwariowali gdy jednoczesnie muzycy zagescili rytm. Edyta pociagnela mnie za reke i za chwile bylismy czescia zywego tunela samby poruszajacego sie gora i dolem, na zewnatrz i do srodka. Innym zabawnym elementem byla sentymentalna piosenka, ktora facet spiewal siedzac na glosniku w samych spodniach i wielkim rybackim kapeluszu.

Impreza bardzo podobala sie Edycie, Patrykowi i mi, chociaz Piotrek z Lodzi mowi, ze bywaly lepsze… :) Edyta poluje teraz na plyte Motumba, ale jest ciezko znalesc. Muzykom nie bardzo oplaca sie wydawac plyty do sklepow, z uwagi na dominacje rynku pirackiego.

Na temat samby chcialem jeszce napisac, ze towarzyszy nam ona na kazdym kroku, ale pod innymi postaciami. Jest rytmicznych silnych falach oceanu. Jest w piekacym sloncu gdy wracamy z porannego treningu. Jest w zywych uliczkach Pedra Furada, w ludziach ktorzy nas za kazdym razem pozdrawiaja. W usmiechnietych dzieciach, ktore przybijaja piatki, zachecaja do wspolnego kopania pilki, lub po prostu psoca sie i wyzywaja od Gringos :) Na przeciwko nas mieszka koles ktory ma nierowno pod kopulka i caly dzien drze sie na caly swiat, ale jego “EEEEEEEEAAAA!” nieprzypadkowo zgrane jest z rytmem muzyki glosno puszczanej na ulicy.

Pedaço de Papel

sierpień 30, 2006

Od niedzieli jestesmy juz w siedmioro. Z Rio de Janeiro dojechali do nas Ert ze swoja dziewczyna Magda, oraz Piekny Tomasz Arrepiado Guanabana Kungfat Persymona Salac, wiec jest jeszcze weselej. Szczegolnie Mackiem :)

Teraz juz wszyscy trenujemy z chlopakami akrobatyke na plazy. Patryk robi po 4 fliki pod rzad, salto po fliku i to dopiero poczatek. Udalo nam sie troche opalic, ale po dzielnicy juz sie rozeszlo, ze jestesmy Perdaso de Papel.

palemkawiatr

arbuz

niesiemy arbuza do domu

Wczoraj udalismy sie duza ekipa na trening do Mestre Trairy. Kto u niego trenowal ten wie, jaki z niego terminator. I tym razem zajechal nas ostro, wiec kazdemu sni sie tylko haslo do rozciagania “abertura”. Zajecia trwaly dobre dwie godziny. W koncowce bylismy mokrzy jak bysmy wyszli z wody. Zgodnie stwierdzilismy, ze ta forma bardzo nam odpowiada i bedziemy mestre odwiedzac jeszcze kilka razy.

W ramach regeneracji udalismy sie dzisiaj na poranny trening z Estagiario Tatu. Standardowo jest to lekki poranny rozruch z elementami jogo. Dzisiaj byly to ciezkie dwugodzinne zajecia, zblizone niektorymi elementami do wczorajszych. W dodatku byl duzy zaduch, wiec spocilismy sie wszyscy jeszcze bardziej. Energie do regularnych treningow czerpiemy z codziennych wizyt w barze Acai :)

studnia

studnia Pedra Furada.
jakies dziecko wpadlo i wszystkich tylko to bawi… ;)

luna

Luna pilnuje wejscia do naszego domu

Vivo devagar, jogar rapido

sierpień 28, 2006

W piatek po ostatnim wpisie poszlismy na pierwsza Roda.

Capoeira tutaj jest bardzo wazna, roda jest wydarzeniem tygodnia, wzbudza zainteresowanie wszystich capoeiristas. Jak na swieto przystalo jest bardzo uroczysta, Wszyscy ubrani na bialo. Na Pedra Furada rodas najczesciej prowadzi Tamarindo. Tym razem z Professores byl tez Arrois.

Kilka dni minelo zanim nasze emocje zdarzyly opasc. Gra tutaj staje sie szybka jak cholera. Wszyscy sa bardzo przebiegli i sprawni. Dla nas wyzwaniem byli mlodzi – Rapico, Tiririca, Limo i Estagiarios ktorych imion jeszcze nie zdarzylismy zapamietac. Gralismy pare razy, Tamarindo na koniec roda pochwalil nas za to. Ja odnioslem wrazenie, ze moglismy wiecej… Powstrzymywalo nas nieznacznie to co widzielismy w srodku. Nie chodzi o strach – Paralizowal nasz szok, bo takiego Axe nigdy do tej pory nie widzielismy. Szczerze mowiac uwazam, ze to jest brazylijska sztuka i nie wiem czy kiedys osiagniemy ta swobode w grze co oni. Wzbudzili jednak w nas bardzo duzo zapalu.

Ich jogo z nami bylo dosc ostrozne. Zarowno ja i Patryk musielismy grac na pelnej parze, aby dotrzymac kroku. Oni jeszcze nas sprawdzali. Patryk stawil czola Prof. Arrois. Nie dal sie zastraszyc tym przesilnym Martelos. Ja sprobowalem zagrac z Tiririca (siostrzencem Tamarinda). Franek nie gral. Prowadzil Roda. Spiewal jak nikt inny. Edyta byla w duzym szoku, bo nigdy wczesniej go nie slyszala.

Sobote spedzilismy na plazy. Patryk i ja duzo czasu spedzamy w wodzie. Zabawa z falami jest przednia. Woda cieplutka. Atrakcja takiego pobytu sa akrobacje jakimi popisuja sie chlopaki. No nie pogadacie. Oni robia takie rzeczy!… Kilka razy zbieralismy szczene z piasku :) Co na przyklad ? Podwojne salto do przodu, Salto ze sruba 720 (tak – slownie dwa obroty), serie przeszybkich salt na przemian z flikflakami zakonczone roznymi kosmosami. Jednym z przodujacych w tej zabawie kolesi jest Rapico. Strasznie sie podnieca, drze ryja (doslownie:) przy kazdej akcji, po czym chwyta berimbau gra sobie, zbiera axe minutke po czym kreci taka akcje, ze glowa mala. Akrobacje cwicza tu juz jako male dzieci (i tak zostawiaja nas daleko w tyle).

W sobote o 16 odbyla sie ‘aula’ z Mestre Zambi. Rozgrzewka przy Andrea Boccelli ma klimat :). Jak zwykle bylo duzo tlumaczone. Tematem zajec byla garda. Zjeberek przyjal niemiec Grad. Macaco. Straszna pojechanka. Niestety dostalo sie tez Patryszji (zapomnial sie i zgarnal escorao wysokie, z reszta w to samo oko co ostatnio). Chwile potem byla troca i Estagiario Cabelo przyjal bardzo duzo technicznych kopniec. Patryk mnie zaskoczyl, bo moim zdaniem kopal najbrutalniej, i najcelniej ze wszystkich. Brazylijczyk byl troche przestraszony w pewnym momencie.

Na koniec treningu Mestre zrobil bieg po dzielnicy. Krotki bieg zaowocowal tym, ze Tamarindo smial sie wieczorem, ze ktos mu mowil, ze widzial biegajace kawalki papieru (jestesmy bialasy:).

Pokazal nam tez pewna brazylijska gre z kieliszkami, ktora sie dla mnie slabo skonczyla. Franek jest malandro, bo to my mielismy jego upic…

palma

W niedziele na Pedra Furada nie ma treningow, jest odpoczynek. Nie ma za bardzo o czym pisac, moze poza tutejszymi specjalami. Juz wiemy, ze bedzie nam bardzo brakowac tutejszej kuchni. Jedlismy juz rozne dania i zawsze sa przepyszne i syte. Mukeki, krewetki,malze,kraby, nawet kurczaki sa tak przyrzadzane, ze niebo w gebie. Druga rzecz to niesamowite soki, w cenie ca 3 zl. I lody.W barze Acai na Pedra Furada mozna siedziec cale dnie. Na plazy chodza kolesie z roznymi smakolykami. Wszystko jest dobre, moze poza Acaraje. Taki hamburger z krewetkami i dziwna mazia. O ile pieniadze nam sie nie skoncza szybko, to mozliwe, ze do Polski wrocimy troche okraglejsi :)

jedzonko

Pierwsze zdjecia

sierpień 25, 2006

Wczoraj nie udalo mi sie zalaczyc zdjec, dzisiaj doszedlem z tym do ladu. Bylismy na Pelourinho po drodze przez Mercado Modelo. Kupilem sobie klapki biale (bo w butach to mozna odwalic kite). Ucze sie w nich chodzic, ale jest na razie niewygodnie. Edyta mowi, ze to jak pierwsze dni w stringach. Zostaly nazwane komunijnymi. Ja zle zrozumialem – ze Tata Muminka i teraz jestem Tata Muminka. I jeszcze Ksiegowy (bo trzymam wspolna kase i spisuje wydatki). I MC plaster jeszcze. Bylismy tez w slynnej sokowni na Pelourinho. Wybralismy rozne smaki o enigmatycznych nazwach, z czego okazalo sie ze na przyklad ja dostalem marchewkowy (a bylem swiecie przekonany, ze to jakis tropikalny melon).

Wieczorem byl zajefajny trening z Formado Rapico. Gosciu prowadzi co drugi dzien. Jest super. Bardzo mlody ale charyzmatyczny nauczyciel. Pojogowalismy. To byl wspolny trening, wiec glownie z poczatkujacymi. Z zaawansowanych byl tez Estagiario Barbicha i Formado Limo. Temu limo Patriki zrobil kuku ponteira i teraz beda uwazac :) A pierwszy super jogo’uje.

Wieczorem sie integrowalismy…

Dzisiaj rano trening z Barbicha. Bardzo nam sie podobalo, zwrocil nam uwage na duzo rzeczy. Jest mega pozytywny. Tylko ze z rana to nawet tutaj sie ludziom nie chce, wiec cwiczylismy w kameralnym gronie: my, Graduado Macaco od Nelsinha i jeden poczatkujacy brazylijczyk.

Bylismy na plazy! Tutaj przy zatoce, wiec taka pikna tropikalna ona nie jest. Ale woda! Porra… Z Patriki nie chcielismy wyjsc. Cieplutka, fale “jak ta lala”. No i slona w trzy… Nie mozemy sie doczekac wycieczek na jakies lepszejsze.

Po powrocie Franek wladowal nas w auto i zawiozl zebysmy zrobili pokaz w przedszkolu. Polaczki robia pokaz capoeira brazylijskim dzieciom. Bylo z nami paru mlodych uczniow (ziomki ziomki) i Estagiario “Pesao” (?). Jejku ale te dzieciaki brazylijskie maja energia. Caly czas sie darly. Po pokazie nas obskoczyly i rozdawalismy autografy. Gwiazdy jestesmy! Bling bling :)

Moglismy tez dzisiaj zakosztowac paru lokalnych specjalow. Acai w wersji soczek (BOM) i na obiad rybki Arraia w barze niedaleko.

Nasza dzielnica wieczorem

nasza dzielnica noca

Droga do akademii

droga do senzali

Nasza dzielnica rano

nasza dzielnica rano

Patriki puszcza meia lue. Tamarindo zrobi duze oczy

senzala. patriki kopie meia lue. tamarindo zrobi duze oczy

Arrois i Patriki

arrois i patriki

Zdjecia zdjecie

sierpień 25, 2006

franek.jpg

franek

Aqua de coco

patriki – aqua de coco

maskotka.jpg

maskotka z baru (edytka polowala na to zdjecie podczas calego obiadu)

obiadek.jpg

arraia

autografy.jpg

autografy w przedszkolu

mercado.jpg

mercado modelo

wciska1.jpg

wciskacze

Commença jogar

sierpień 24, 2006

Pedra Furada, Citade Baixa. Jestesmy. Wszystko tak jak Max mowil, a jednoczesnie inne niz ktokolwiek sobie wyobrazal. Ale po kolei.

Droga do Frankfurtu zajela nam ca 9-10 godzin. Wiekszosc przespalismy wiec szybko minelo. Autostrada zasuwalismy non stop, wiec wyszlo na to ze o 4 rano bylismy juz na lotnisku i nie mielismy co ze soba zrobic, bo lot o 10:15. No i oczywiscie musialem cos zbroic, zeby nie bylo nudno. Cashmachine Deutche Banku zjadl mi karte do bankomatu (bo zawiesil sie WINDOWS !!!!! asghahaha), no ale zastrzeglem karte i luz, mam druga, VISA Elektron mbanku tez jest tutaj honorowana.

O 8 rano uczylismy Edyty jak sie pije browarka od rana na lotnisku (ktore nam postawila:) I juz miala tytke :D Zarcie na lotnisku odradzamy. Drogie i nie tego.

Lot. No wiec niestety w linii Kondor nie ma na wyposazeniu klasy Economic foteli z Playstation (Marek narobiles mi nadziei!). A w ogole latanie fajna rzecz i na starcie bylismy poszczani z emocji, Patryk i ja przyklejeni do szyby ogladalismy krajobraz polowy Europy, Afryki, Ocean, wybrzeze Brazylii z loty ptaka (Kuraka). Ed miala fotel w srodku… Po 11 godzinach wyladowalismy szczesliwie w Salvadorze.

Odebral nas Piotrek (Pedro – Nico) z Professorem Arrois. Mega Kaban, pokazemy na zdjeciach. Jechalismy mega fura ktora nie dala rady naszym ciezarom i jedno kolo rypalo caly czas o podwozie. Edyta jechala na szczycie gory z nas dwoch i bagazy, oparta o fotele kierowcy (Ryzego). Widok bycmoze niedzisiejszy, ale na pewno nie w Brazylii, bo nikt na ulicy nie zwracal szczegolnej uwagi.

Zmeczeni na maxa, po dwudziestu paru godzinach podrozy, okazyjnego snu na siedzaco i pozywieni jedynie “posilkami” z samolotu zachcialo nam sie na trening. Akademia Tamarinda jest 20m od mieszkania w ktorym zladowalismy. Boze jaki klimat :) Powtorze po wszystkich co byli w Brazylii. Ciezko to opisac. Edyta z zacisnetymi zebami przecwiczyla sumiennie trening z Formado Tiririca. Pod koniec przyszedl Franek Tamarindo, zeby poprowadzic zaawansowanych. Jest inny niz w Polsce, bardzo wyluzowany, ciagle sie cieszy i krzyczy. Zapuszcil wlosy. Niestety ja dalem rady tylko do polowy treningu, bo po silowce na rozgrzewce (pol treningu) zakrecilo mi sie w glowie i zebralo sie na belcika :) Podroz i zmiana czasu zrobila swoje. W Polsce bylaby to ok. 2 w nocy. Patryszja zrobila caly trening i dostal w oko martelo od Tiririca, siedzi teraz z limem (i bananem na twarzy).

Wszyscy sa tutaj zajebiscie otwarci, serdeczni i weseli. Maja muito axe. Wszyscy chca nas poznac, przedstawic sie, wpierdolic nam w jogo. W capo sa przejebani, kopia i poruszaja sie bardzo szybko i technicznie. Na treningu nie ma tak duzo osob jak u nas, ale i tak jest pelna akademia. Trening jak tylko moga to ogladaja ludzie z dzielnicy i w polaczeniu z energia cwiczacych jest takie AXE! TAKIE! (wszyscy krzycza, podniecaja sie treningiem i gra)

Wieczorem, po wszystkim pogadalismy z Frankiem, przekazalismy mu prezenty. Potem poszlismy w czworke (my i Piotrek) na piwo do jednego baru (a jest ich tu pelno na kazdym kroku). Piwo podaje sie jedno na stol i rozlewa w malych szklaneczkach. Jest slabsze, ale pieknie wchodzi po treningu. Na przekaske wzielismy malze. Dwa tuziny, ot tak :D Swiezutkie owoce moza sa tutaj normalka. Kosztuja pare reali. Muito bom!

Zrobilismy pare zdjec z okolicy.

Hej przygodo!

sierpień 22, 2006

Za godzinę już mnie tu (w Poznaniu) nie będzie. Od 5 dni za^&%am, żeby zostawić dla Was w Poznaniu wszystkie dzieła promocyjne i nie zapomnieć czegoś potrzebnego w Brazylii. We wrześniu zobaczycie: nową stronę, nowy plakat. Lada chwila dostaniecie mailing. Pominę wszystkie dzisiejsze i wczorajsze nerwy, wiedzcie jednak, że taki wyjazd to nie w kij dmuchał (nawet rozmiaru afrykańskiego). Z dość pustymi torbami i podwyższonym ciśnieniem SIEWKA! – do zobaczenia na Roda 29 września. Jako bonus lista rzeczy do spakowania, którą sporządził mi Max gdy ja zasuwałem dzisiaj od rana nad stroną. Czujcie klimat :)

Nie zapomnij:

 

Dokumenty:

 

-paszport

-dowód;legitymacje

-bilety-sprawdz

-karta mbank

-ubezpieczenie

-leki;

-maść

-płytka CD (prezentacja multimedialna UNICAR Poznań, którą niektórzy już widzieli, chcemy dać naszym Mestres)

-WÓDKA 1l-1,5l

-Prezenty

 

Capoeira

-Abady 2 białe;1 kolorowe; reszt sobie kupisz

-koszulki capo białe-reszte kupisz

-ochraniacze

-CORDAO

 

Plaża

-Recznik plaża

-Recznik prysznic

-kąpielówki

-szorty 1;reszte kupisz rózne są zajebiste

-krem do opalania-wezmie edyta

-klapki zostaw w domu

-czapke z daszkeim

 

Teatr;impreza

-1 długie spodnie

-jedne pełne buty

-jedna koszulka z długim rękawem

-Tylko jedna bluza na europe

 

Bielizna

Skarpetki prawie nie potrzebne

 

ok5 T-shirtów do chodzenia,najlepiej na ramiczkach bo gorąco.

 

mały portfelik na drobne na codzień

 

TORBY

Proszek do prania

Papier toaletowy

KOSMETYCZKA

Nóż ostry do owoców i ryb

 

Koniec